Friday, November 16, 2007

Live hard. Die fighting. Harden the fuck up krolik!

Co wy mie tu jakies psychoanalizy wciskacie.
To juz zlego humoru nie mozna zalapac?
Deszcz ze sniegiem napierdziela, pare sytuacji dolujacych sie stworzylo, pojawilo, swoje pietno odcisneli, wiec zepsul mi sie humor. Potem napisalem pare mejli i postow co by wyrzucic cos z siebie, pomarudzilem komus, zezloscilem sie, naprzeklinalem, nawrzucalem wspollokatorom, wypilem duzo piwa, spalilem pare petow, poszedlem na treningi ponapieprzac szkotow i juz jest ok :) odreagowalem. Do tego slonce swieci juz nawet. Juz nie bede marudzil. Nawet na bol miesni siniaki i zadrapania.
Teraz cos zajebiaszczego!
I cos zajebiaszczego2!
Tak bym chcial.
Czy ktos sie pisze na snowboard tej zimy? W sensie miedzy 22.12 a 5.01. lub w lutym? Ooo w lutym. Moze Alpy? Nigdy nie bylem tam jeszcze. Jest okazja.
I czy ktos kurcze ma juz jakis plan na sylwestra? :)
A tu ciekawy artykul :)
Wiekszosc facetow cierpi na ten PSAS chyba przez cale zycie ;P
Pozdrowienia

ps. klamalem. dalej mam dola :P

ps2. yeeeee! :) tylko ciemna strona polega na tym, ze te brytyjki ze stanikiem xyz nosza rownoczesnie gacie szyte z 2 spadochronow i pokrowca na naczepe do tira :/ zreszta, ja wole cycki umiarkowane ;P

4 comments:

Moralny said...

Kochanek Sarah musi mieć proste życie :) Ot, zrzuci coś ciężkiego na podłogę a jej drgania powodują orgazm. Jakie to proste :)

A co do piersi to pewnie efekt wpieprzania pysznego żarełka doprawionego hormonami.

Beata said...

biedna ta Brytyjka,,,

Beata said...

wujek, ty napisz cos optymistycznego bo ludzi wystraszyles....

Beata said...

hop, hop, zyjesz?