Zgodzilem sie dzis przedluzyc kontrakt do 1 lutego. No nic, sa projekty, to pomozemy, a jak. Szczegolnie, ze trzeba odpracowac bilet na gwiazdke, ktory kosztowal mnie fortune. Ale co tam, swieta obowiazkowe, szczegolnie ze nocne Marki beda i bedzie z kim oplatek zapic. Ale na prezenty wystrzalowe nie liczcie ;P Wujek jest najwspanialszym prezentem sam w sobie! ;)
A dzis nie ma nikogo ode mnie z druzyny w pracy, sam siedze, no prawie sam, bo gosciu od stron www jest jeszcze, ale to odjechany rock'n'rollowiec, wiec nie liczy sie jako 'motywator' do pracy. Dzis bede sie opierdalal. Tak jak ostatnio sie opierdalam. Tylko dzis nie musze udawac ze sie nie opierdalam. Opierdalac sie bede ostentacyjnie. Stwierdzilem z 2/3 tygodnie temu, ze czas sie zaczac opierdalac :) jak sie opierdalam to robie tylko 2x wiecej niz te leniwe szkoty zamiast 3 razy wiecej, szybciej i lepiej. Taka kultura tu pracy jest... powolna kultura pracy. Powoli, przemyslec, odpoczac, jeszcze raz pomyslec, jeszcze raz odpoczac, rozpoczac, przerwac, pojsc na lunch, odpoczac, i dalej pomalu do roboty...
Tak wiec - zgodzilem sie na kolejny kontrakt do 1.2.08, mimo ze ostatnio nic tylko narzekam na ten dziki kraj. Ale to w sumie moja wina, zasiedzialem sie. Jeszcze pare miesiecy temu organizowalismy jakies weekendowe wycieczki, w tygodniu jakis teatr, kino, imprezy na akademikach, ale coraz wiecej dni swistaka, coraz wiecej...
A dzien swistaka wyglada mniej wiecej tak:
Dzwoni budzik, przelaczam go o 5 minut przez pol godziny, budzac sie klne na czym swiat stoi, nienawidze rannego wstawania. Wstaje. Myje twarz, zeby, zerkam na zegarek, znow nie ma czasu na sniadanie. Wciagam koszule, krawat, gajerek, kurtka, plecak, buty, przekrecam klucz w drzwiach i ide na przystanek. Rytual dnia swistaka potegowany jest przez znow te same kawalki na mp3playerze, bo znow zapomnialem ich qrwa wymienic! Jak co dzien autobus sie spoznia, a moze to ja spozniam sie na autobus? niewazne. wazne ze stoje i marzne i czekam. Przyjezdza pelny. Wciskam sie jade do centrum, 10 min, nie jest zle... Tam przesiadka, ide na drugi autobus. Znow ktorys z nas sie spoznil i czekam 10-15 minut. W dzien powszedni qrwa w godzinach rannych jak wszyscy jada do roboty to oni autobusy co 15 minut puszczaja debile! Jest! nr 13, jak optymistycznie. Do pracy z centrym tez z 10-15 min autobusem... ale nie rano. Stoje w korkach 30-40 min. Do pracy jak co dzien wchodze 15 minut spozniony, rzucam szybkie " mornin' " wlaczam kompa i siadam. I tu konczy sie ekscytujaca czesc mojego dnia.... ;) nieee, tu sie dopiero zaczyna.
Odpalam gmaila i outlooka, czyli sprawdzam poczte prywatna i sluzbowa, na prywatnej moi przyjaciele totaljobs.com i s1jobs.com rozpisuja sie z nowymi ofertami, nie czytam, kasuje, a moglbym sie po prostu wyrejestrowac od nich, ale... Na sluzbowej mail od Jona, Jon siedzi 50cm ode mnie, ale ciesze sie ze ktos do mnie pisze przynajmniej. Jakis problem albo 2 z GP, zajmnie czas do lunchu... 12:30 ding! jak w zegarku, Cameron wstaje, mowi ze jest glodny i czas isc jesc, i tu prosze panstwa mamy normalnie kupe wariantow do wyboru, najciekawsza czesc dnia!
Mozemy isc do somerfielda, do harvesters albo na cheesburgera. Opcja wybrana losowo. O 13 siedze z zarciem z powrotem przed kompem, ogladam youtuby, wczorajszy teleekspres i wcinam jakies swinstwa. O 13:30 Jon zadaje mi jakies pytanie odnosnie czegokolwiek, tak mi probuje grzecznie dac znac ze juz po przerwie. Wracam do moich aplikacji, tu cos poprogramuje, tu cos naprawie, tam popsuje, jedno jest dobre i na to nie moge narzekac: Co dzien cos innego, kazdy projekt inny, kazdy projekt inny, jest roznorodnosc, nie nudzi sie, gdybym mial robic co dzien to samo to oszalalbym juz pol roku temu. Czas leci do 17. O 17 wychodze, a ze korki tym razem w 2ga strone, to czesto ciagne z buta do miasta. W tym miejscu dnia do niedawna miescila sie najlepsza jego czesc. Moje matrial arts. 2h napieprzanki jest w stanie utrzymac czlowieka w odpowiedniej konycji psychicznej, nawet jak sie wszystko dookola wali i pali i same problemy, jest to najlepsza odskocznia na swiecie - przywalic komus z polobrotu, wszystkie problemy dostaja wtedy tez z polobrotu. Ale z polobrotu mozna tez zlamac palca u nogi, wiec od miesiaca po pracy ciagne prosto do domu. Przychodzi moja roomie, zrobimy zarcie, obejrzymy film, pogramy w durna gre komputerowa, ktora kradnie nam zycie i rozum, prysznic i spac... i znowu ten jebany budzik...
I tak czlowiek zyje od weekendu do weekendu. zamiast 365 dni w roku, zyje sie 100. 52 weekendy. Ale robie to na wlasne zyczenie, tak wiec nie narzekam wiecej. Mam wybor. Moge to rzucic w cholere. Zdecydowalem sie zostac do konca stycznia, a potem to olewam. Tak czy inaczej jest to rowniez pewne doswiadczenie. Nie tylko zawodowe ale i zyciowe. A jak zacznie mnie naprawde wqrzac, kupie bilet i polece gdzie indziej. Jestem swiadomy swojej wolnosci i to jest dobre uczucie. Ostatnio czasem czegos jeszcze tylko brakuje, tylko nie wiem czego, czegos, a moze kogos. Moze juz odpoczalem tutaj. Moze juz czas odpoczac od tutaj. W kazdym razie jest plan. Plan mowi ze do lutego siedze tu. A ze w planowaniu talentu mi zawsze brakowalo, wiec nawet z takiego planu jestem dumny. Podjalem decyzje, przyjme konsekwencje ;) na klate.
No i minala godzina w pracy. Ale durnostwa powypisywalem. Jesli drogi czytelniku doszedles do tego miejsca, szczerze przepraszam i serdecznie mi Cie zal. Takie pytanie mnie od wczoraj meczy, czy jesli skrzyzowac shamana i huntera powstanie shanter czy human? O.o
A teraz cos z zupelnie innej beczki...
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
5 comments:
nie zrobiles rano siku???????????
ani kupy?????????????/
ja obstawiam shantera, bo bardziej mhrocznie i żelkowo brzmi XD
Nie przejmuj się, jeszcze tylko 40 lat i nie będziesz musiał rano wstawać;)
Maniusiu, Maniusiu, Twoja najlepsza ciocia wie, czego Ci brakuje!!! Pogadamy, jak wrócisz. Muszę znów dać Ci parę dobrych, babskich rad. ;PPP Już się cieszę na spotkanie z Tobą, tez łyknę piwka :DDD
Oświadczam, że nie przyznaję się do powyższego komentarza popełnionego podstępnie przez inną osobę z mojego konta!!!
Postuluję też, aby piwa tej osobie nie dawać, za słabą głowę ma.
K.
Post a Comment