Tuesday, October 30, 2007

Piwo.

piatek, bohema, 19?

Friday, October 26, 2007

Piontek fkoncu!!!...

Temat posta napisany w tajnym jezyku pokemonow, jesli jestes w stanie go odczytac, mozesz zostac trenerem pokemonow. Albo pokemonem.

W kazdym razie... dzis krotko: poczucie humoru rodakow i rozumienie dowcipow spadlo na psy :/
Bedzie jeden przyklad.
Ilosc osob tlumaczocych maniusiowi jak to moze nastawic zegarek przed snem lub rano przerosla moje najsmielsze oczekiwania O.o tragikomedia :D
Koniec.

Tuesday, October 23, 2007

Dzien swistaka...

Zgodzilem sie dzis przedluzyc kontrakt do 1 lutego. No nic, sa projekty, to pomozemy, a jak. Szczegolnie, ze trzeba odpracowac bilet na gwiazdke, ktory kosztowal mnie fortune. Ale co tam, swieta obowiazkowe, szczegolnie ze nocne Marki beda i bedzie z kim oplatek zapic. Ale na prezenty wystrzalowe nie liczcie ;P Wujek jest najwspanialszym prezentem sam w sobie! ;)

A dzis nie ma nikogo ode mnie z druzyny w pracy, sam siedze, no prawie sam, bo gosciu od stron www jest jeszcze, ale to odjechany rock'n'rollowiec, wiec nie liczy sie jako 'motywator' do pracy. Dzis bede sie opierdalal. Tak jak ostatnio sie opierdalam. Tylko dzis nie musze udawac ze sie nie opierdalam. Opierdalac sie bede ostentacyjnie. Stwierdzilem z 2/3 tygodnie temu, ze czas sie zaczac opierdalac :) jak sie opierdalam to robie tylko 2x wiecej niz te leniwe szkoty zamiast 3 razy wiecej, szybciej i lepiej. Taka kultura tu pracy jest... powolna kultura pracy. Powoli, przemyslec, odpoczac, jeszcze raz pomyslec, jeszcze raz odpoczac, rozpoczac, przerwac, pojsc na lunch, odpoczac, i dalej pomalu do roboty...

Tak wiec - zgodzilem sie na kolejny kontrakt do 1.2.08, mimo ze ostatnio nic tylko narzekam na ten dziki kraj. Ale to w sumie moja wina, zasiedzialem sie. Jeszcze pare miesiecy temu organizowalismy jakies weekendowe wycieczki, w tygodniu jakis teatr, kino, imprezy na akademikach, ale coraz wiecej dni swistaka, coraz wiecej...
A dzien swistaka wyglada mniej wiecej tak:
Dzwoni budzik, przelaczam go o 5 minut przez pol godziny, budzac sie klne na czym swiat stoi, nienawidze rannego wstawania. Wstaje. Myje twarz, zeby, zerkam na zegarek, znow nie ma czasu na sniadanie. Wciagam koszule, krawat, gajerek, kurtka, plecak, buty, przekrecam klucz w drzwiach i ide na przystanek. Rytual dnia swistaka potegowany jest przez znow te same kawalki na mp3playerze, bo znow zapomnialem ich qrwa wymienic! Jak co dzien autobus sie spoznia, a moze to ja spozniam sie na autobus? niewazne. wazne ze stoje i marzne i czekam. Przyjezdza pelny. Wciskam sie jade do centrum, 10 min, nie jest zle... Tam przesiadka, ide na drugi autobus. Znow ktorys z nas sie spoznil i czekam 10-15 minut. W dzien powszedni qrwa w godzinach rannych jak wszyscy jada do roboty to oni autobusy co 15 minut puszczaja debile! Jest! nr 13, jak optymistycznie. Do pracy z centrym tez z 10-15 min autobusem... ale nie rano. Stoje w korkach 30-40 min. Do pracy jak co dzien wchodze 15 minut spozniony, rzucam szybkie " mornin' " wlaczam kompa i siadam. I tu konczy sie ekscytujaca czesc mojego dnia.... ;) nieee, tu sie dopiero zaczyna.

Odpalam gmaila i outlooka, czyli sprawdzam poczte prywatna i sluzbowa, na prywatnej moi przyjaciele totaljobs.com i s1jobs.com rozpisuja sie z nowymi ofertami, nie czytam, kasuje, a moglbym sie po prostu wyrejestrowac od nich, ale... Na sluzbowej mail od Jona, Jon siedzi 50cm ode mnie, ale ciesze sie ze ktos do mnie pisze przynajmniej. Jakis problem albo 2 z GP, zajmnie czas do lunchu... 12:30 ding! jak w zegarku, Cameron wstaje, mowi ze jest glodny i czas isc jesc, i tu prosze panstwa mamy normalnie kupe wariantow do wyboru, najciekawsza czesc dnia!
Mozemy isc do somerfielda, do harvesters albo na cheesburgera. Opcja wybrana losowo. O 13 siedze z zarciem z powrotem przed kompem, ogladam youtuby, wczorajszy teleekspres i wcinam jakies swinstwa. O 13:30 Jon zadaje mi jakies pytanie odnosnie czegokolwiek, tak mi probuje grzecznie dac znac ze juz po przerwie. Wracam do moich aplikacji, tu cos poprogramuje, tu cos naprawie, tam popsuje, jedno jest dobre i na to nie moge narzekac: Co dzien cos innego, kazdy projekt inny, kazdy projekt inny, jest roznorodnosc, nie nudzi sie, gdybym mial robic co dzien to samo to oszalalbym juz pol roku temu. Czas leci do 17. O 17 wychodze, a ze korki tym razem w 2ga strone, to czesto ciagne z buta do miasta. W tym miejscu dnia do niedawna miescila sie najlepsza jego czesc. Moje matrial arts. 2h napieprzanki jest w stanie utrzymac czlowieka w odpowiedniej konycji psychicznej, nawet jak sie wszystko dookola wali i pali i same problemy, jest to najlepsza odskocznia na swiecie - przywalic komus z polobrotu, wszystkie problemy dostaja wtedy tez z polobrotu. Ale z polobrotu mozna tez zlamac palca u nogi, wiec od miesiaca po pracy ciagne prosto do domu. Przychodzi moja roomie, zrobimy zarcie, obejrzymy film, pogramy w durna gre komputerowa, ktora kradnie nam zycie i rozum, prysznic i spac... i znowu ten jebany budzik...
I tak czlowiek zyje od weekendu do weekendu. zamiast 365 dni w roku, zyje sie 100. 52 weekendy. Ale robie to na wlasne zyczenie, tak wiec nie narzekam wiecej. Mam wybor. Moge to rzucic w cholere. Zdecydowalem sie zostac do konca stycznia, a potem to olewam. Tak czy inaczej jest to rowniez pewne doswiadczenie. Nie tylko zawodowe ale i zyciowe. A jak zacznie mnie naprawde wqrzac, kupie bilet i polece gdzie indziej. Jestem swiadomy swojej wolnosci i to jest dobre uczucie. Ostatnio czasem czegos jeszcze tylko brakuje, tylko nie wiem czego, czegos, a moze kogos. Moze juz odpoczalem tutaj. Moze juz czas odpoczac od tutaj. W kazdym razie jest plan. Plan mowi ze do lutego siedze tu. A ze w planowaniu talentu mi zawsze brakowalo, wiec nawet z takiego planu jestem dumny. Podjalem decyzje, przyjme konsekwencje ;) na klate.

No i minala godzina w pracy. Ale durnostwa powypisywalem. Jesli drogi czytelniku doszedles do tego miejsca, szczerze przepraszam i serdecznie mi Cie zal. Takie pytanie mnie od wczoraj meczy, czy jesli skrzyzowac shamana i huntera powstanie shanter czy human? O.o
A teraz cos z zupelnie innej beczki...

Tuesday, October 16, 2007

...^..^...

...i bardzo przykro mi z powodu kotka... :(

                _                      
\`*-.
) _`-.
. : `. .
: _ ' \
; *` _. `*-._
`-.-' `-.
; ` `.
:. . \
. \ . : .-' .
' `+.; ; ' :
: ' | ; ;-.
; ' : :`-: _.`* ;
.*' / .*' ; .*`- +' `*'
`*-* `*-* `*-*'

Monstertruck!...

Pisk, skrzek, znowu pisk. Dluzej nie zniese. Moja tolerancja i cierpliwosc zostaly wystawione na probe. Ona siedzi na drugim koncu biura, ale i tak slychac ten jej pisk ponad wszystkim. A jeszcze zdarza jej sie podejsc tu czasem do kogos, przeciac moj rewir, machac cyckami, piszczec i zaklocac moja swieta aure pracy. Zeby chociaz ladne to bylo. Czy madre, nawet nie sprawdze, minutowa konwersacja mogla by permanentnie skruszyc moja wole zycia, wibracje, skrzek, pisk. I jaki okropny glos. A najlepsze, ze jak wychozi po 16 to zaczyna dzwonic jej telefon, i dzwoni do bitej jebanej 17. Frustracja. Moja frustracja jest dzis stonowana bo pogoda jest przesliczna i nie ma szefa i znow sie obijam, choc roboty mam kupe, w sumie fajnej roboty. Jest ok :)! Agghrrr, znow.. nie smiej sie! Czemu ona musi sie smiac do tego telefonu, nosz qwa, nawet ja mam swoje granice.
Szkocka kobieta wg doswiadczen wujka to rzecz niebywale przerazajaca. Zazwyczaj miesci sie w kategorii wagowej srednich rozmiarow ciezarowki z naczepa. Przednia maska naznaczona galonami spozytego paliwa, wszelkie rdzy i niedociaglosci plaszczyzny poddane usilnym probom zatuszowania pedzlem i farba olejna, no i skrzynia piszczy i wyje, ale do naczepy to by sie garnizon czolgow zmiescil...
Prawdziwym nieszczesciem jest trafic w pubie na wieczor panienski, ale poniewaz wlasnie wrocilem z lunchu i nie chce mi sie juz o tym pisac, podsumuje tylko:
Szkocja w europie ciagle przoduje w takich kategoriach jak:
- najwieksza liczba nieletnich matek (aby temu zaradzic, wprowadzono darmowe tabletki antykoncepcyjne, dzieki czemu mamy drugi rekord...)
- najwieksza liczba chorob wenerycznych, w sensie zachorowan...
- najwiecej grubasow - 25% (drugie miejsce na swiecie po USA[32%])
A najzabawniejsze jest to, ze z powodu programu spolecznego, propagandowego, gloszacego mniej wiecej hasla w stylu: nie krepuj sie swojego sadla... nie krepuja sie. W ogole zabawne jest jeszcze to, ze szkotki sa tak piskliwe i krzykliwe, ze zdarzaja sie pobicia w knajpach :) widocznie czasem sa nawet ponad nerwy szkockich facetow.

A ze wujek jest koneserem piekna (psem na baby jak to niektorzy mowia) to cierpi tu. Ojjj cierpi. I dlatego czas juz stad prysnac. :)

Chcialem jeszcze dodac ze jestem zajebisty w tym co robie i podoba mi sie ta robota, ale ciagle mi czegos brakuje, czegos jeszcze, wiecej, sztuki tu brakuje, sztuki w tej pracy za malo, za malo dla inzyniera dzwieku sztuki w bazach danych i programowaniu, za ma lo. Poza tym moje zycie osobiste lezy w gruzach. Wiec czas powrotow sie zbliza. W lutym najpozniej. A przynajmniej czas wywrotow i zmiany miejsca. I przypominam o piwku 2.11 w Gdyni!

Wednesday, October 10, 2007

Jeden rok i jeden dzien...

Korowód

kto pierwszy szedł przed siebie?
Kto ierwszy cel wyznaczył?
Kto pierwszy w nas rozpoznał
Kto wrogów, kto przyjaciół?
Kto pierwszy sławę wszelką
I włości swe miał za nic,
A kto nie umiał zasnąć
Nim nie wymyślił granic?
Kto pierwszy w noc bezsenną
Wymyślił wielką armię?
Kto został bohaterem?
Kto żył i umarł marnie?
Kto pierwszy został panem?
Kto pierwszy został sługą?
Kto musiał wstawać wcześnie,
A kto mógł spać za długo?

Stojąc zapatrzeni w obłoki i w niebo
Zapatrzeni w tńcu, zapatrzeni w siebie
Wciąż niepewni siebie, sobie niewiadomi
Pytać wciąż będziemy, pytać po kryjomu

Kto pierwszy był fakirem?
Kto pierwszy astrologiem?
Kto pierwszy został królem,
A kto chciał zosyać Bogiem?
Kto z gwiazdozbioru Vege
Patrząc na Ziemię zgadnie
Kto pierwszy był człowiekiem?
Kto będz
ie nim ostatni?

Ile razem dróg przebytych?

Ile razem dróg przebytych?
Ile ścieżek przedeptanych ?
ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami?

Ile listów, ile rozstań
ciężkich godzin w miastach wielu?

I znów upór, żeby powstać
i znów iść, i dojść do celu.

Ile w trudzie nieustannym
wspólnych zmartwień,
wspólnych dążeń?
ile chlebów rozkrajanych?

Pocałunków? Schodów? Książek?
twe oczy, jak piękne świece,
a w sercu źródło promienia.

Więc ja chciałbym twoje serce
ocalić od zapomnienia.


Nad horyzontem blyska sie i slychac szczek zelaza...

Jak co dzien, obejrzalem dzis 'wczorajszy' teleekspres, przeczytalem forum Macieki (moraliosan.blogspot.com) i pare artykolow w onecie i na wp. I co? JAk codzien usmialem sie przednie. Zawsze tu tylko marudze, smuce i roztrzasam problemy osobiste, bo w sumie mam taki okres w zyciu, gdzie humoru mi zbyt czesto brak. Ale nic tak nie pomaga jak wyzej wymienione czynnosci jak odrobina polskiej polityki. Kabarety sie chowaja. Partie wymieniaja sie prezentami w postaci mydla i innych smieci, kaczory pieprza jak zwykle bzdury ponizej mikrofonu, a najbardziej podoba mi sie ich ton i mina na Clinta Eastwooda, ziober lapie kolejnych pijakow pod barem gdy prawdziwa przestepczosc rosnie, podatnicy placa 100kola ofiarom wypadku, bo przeciez na pielgrzymke jechali to sie nalezy, nowa minister sportu twierdzi ze nie musi sie znac na pilce noznej a wszyscy ogolnie sie wyzywaja ile wlezie... i wiele innych atrakcji :)
Trza by ich sprac po mordach wszystkich, HARDEN THE FUCK UP!
Wracam do roboty. Jutro znow pomarudze i przysmuce.
yop

Monday, October 8, 2007

Drodzy parafianie...

Generalnie rzecz biorac bede musial teraz cenzurowac mysli i filtrowac swoja wylewnosc, swiadom jakze spotej i wspanialej widowni :)
Hmm no i nie wiem znow co napisac. Mam przerwe. Przerwy sa fajne. Mozna wciagnac jakies ochydne szkockie zarcie, obejrzec wczorajszy teleexpres i przejrzec linki od kumpli przeslane na gadu.
Mam banana. Znow zajebalem z kuchni ostatniego. Nie jestem glodny ale te kaszaloty wciagna wszystko zawsze przede mna, wiec bede mial na jutro. Tylko jablek nie jedza. Fisz ne czips. Scharakteryzuj szkocje w frazach czech: Chujowa pogoda, Fisz en czips. Trzeciej nie trzeba, druga opisuje zarazem kulture kraju jak i charaktery ludzi, oraz ich wyglad.
Wczoraj pogoda byla wysmienita, jeden z tych 5 dni w roku, gdy moje miasteczko wyglada przeswietnie fajnie i ciekawie i ladnie i czlowiek ma od razu humor lepszy, geba sie usmiecha. Dzis wrocila rzeczywistosc, szaro buro i pizdzi, przy takiej pogodzie czlowiek czuje sie pewny miejsca i czasu, Bog nie robi Cie dzis w ch**a, jest tak jak ma byc. Stan przeddepresyjny staje sie Twoim stanem codziennym, i jak sie przyzwyczaic to nie jest tak zle.
Ale nie o tem napisze! Wiem, mam! tylul powinien brzmiec: Zakupy!
...i tak bedzie brzmial moze nastepny, bo juz koniec przerwy...

Friday, October 5, 2007

Z pustego to i Batman nie naleje...

Dzis krotko i zwiezle. Pogoda jest 'zajebiaszcza' i ogolnie jestem w calkiem 'czesiowym' nastroju, dlatego bedzie wesolo. Generalnie to pisze te durne posty do siebie samego, bo przeciez nikt tu i tak nie zaglada, chyba, ze zbladzi, albo naprawde brakuje mu zycia prywatnego i traci czas na takie duperele, wiec nie musze tego rowniez sam sobie tlumaczyc, ale czasem jak wujek chce porozmawiac z rownym sobie, a Bog nie ma czasu, to wujek musi sam do siebie nawijac. Wkleje cos, co moze kiedys uratuje dusze czyjas, zycie, cokolwiek:
wujek (2-10-2007 11:31)
stary, emigracja w szkocji nauczyla mnie paru prawd o naszym kraju, i o dziwo, pozwolila mi docenic wiele rzeczy
wujek (2-10-2007 11:32)
1. telekomunikacja polska sa to wspaniala firma nastawiona na klienta, przyjaciel ludu!
wujek (2-10-2007 11:33)
(sprobuj z BT - przedstawicielstwo szatana na ziemi qwa...)
wujek (2-10-2007 11:34)
2. TVP to taka ciekawa telewizja, a teleturnieje dla dzieci sa wesole! wesole sa polskie programy dla dzieci! tu programy dla dzieci sa czarne i prowadza je stare dziady, tragedia, a oprocz krewetek nie ma nic w tv!
wujek (2-10-2007 11:34)
3. Gdynskie autobusy... Tanie! Czyste! Zawsze na Czas!...
wujek (2-10-2007 11:36)
4. Sluzba zdrowia! Zawsze gotowa niesc Ci pomoc! tutaj, jesli zachorujesz w weekend to umrzesz! a jak pojdziesz z qwa gruzlica do lekarza w poniedzialek, to Cie umowiea na piatek!, bo moze umrzesz i beda mogli anulowac spotkanie ;)

Poza tym jest fajnie :) tylko pietruszki brak. zielonej.

Thursday, October 4, 2007

Umówilismy sie na kawe i na jesien...

Ale glucha szarosc rozlala sie po eterze. Odizolowalismy sie fizycznie, odizolowalismy sie ponadfizycznie. Z ciemnych zakamarkow szaf powylazily najgorsze obawy, tancza i biegaja w okol jak male dzieci. Zmecza sie niedlugo, usiada znudzone i jedynie beda sie patrzec, czy moga juz odejsc, czy w koncu sie spelnily i moga pojsc do domu? Nie, posiedzcie jeszcze troche, nie wiadomo dlaczego. Ciagle gdzies wewnatrz mozesz sie ludzic, tylko ze nie masz pojecia na co? O czym byla ta bajka? Znow nie wiadomo. Zapomniano. Zupelnie bezosobowo zapomniano, zatracono. Wyludnione planety, puste krajobrazy. Bo jak zawsze wiem co chce powiedziec, kiedy nie mam takiej mozliwosci...

Wednesday, October 3, 2007

A chcesz poznac rogatego przyjaciela Maslany?...

Zaczelo sie bardzo nieladnie, od przeklenstw i wyzwisk pod pretekstem HARDEN THE FUCK UP! ale to nie tak... to nie tak mialo byc... ten blog mial byc o... milosci ;)
Dupa. Temat jest niekoherentny czasoprzestrzennie. Wiec bedzie o czym innym.
To bedzie blog o MS Dynamics - Great Plains wersjach 7.5 - 9 i serwerach SQL.
Albo o szkockiej sluzbie zdrowia i 25 procentowej populacji posiadajacej 75 procentowy udzial w calkowitej masie ludzkiej... O tym jak zlamalem palca z pol obrotu!
O tym jak mi sie nie chce w pracy siedziec. O, to przynajmniej Juls by pare komentarzy wrzucil, bo mu sie tez nie chce. Tylko ze mi sie moja praca podoba ;P ale i tak nie chce mi sie siedziec. Rok minal i chuj. Ogolnie poszedl gdzies w szuflady, schowal sie i zerka, lypie.
Napisze o tym jak to nie mam polskich czcionek w pracy, ale to nie ma wiekszego znaczenia, bo i tak lapie mnie za palce wtorny analfabetyzm i dysleksja nabyta.
Albo po prostu moze HARDEN THE FUCK UP!!! A pisac bedziemy o dziwkach, koksie, wodzie, nozach rambo i oponach od traktora!

Otwieram bloga, blog to droga do Boga.

Jak przyjdzie mi ochota, to wyleje tu z siebie cale zlo, zainfekuje nim internet i przypadkowe ofiary ktore dotra nieswiadome na ta strone. A generalnie zakladam tego bloga pod presja Manka. Maniek: HARDEN THE FUCK UP! ;)
Ogolnie to czego nie bedziemy tu popelniac, to grzech elokwencji. Poza tym to same grzechy.
Zapraszam.